O autorze
Jacek Gąsiorowski, fotograf specjalizujący się w fotografii reklamowej, portretowej i sesjach rodzinnych. Od lutego 2011 przeprowadza wywiady i pisze comiesięczne felietony dla poczytnego miesięcznika dedykowanego amatorom fotografii - Digital Camera Polska. Okres narodzin i rozkwitu branży reklamowej w Polsce spędził za ekranem Macintosha, aby po 15 latach zostać z niego wypędzonym. Zaciekły wróg wszelkich przejawów hipsterstwa, lubi zmywać naczynia i grabić liście. Łysiejący.

Pot psychiczny

Fotografia to pojemne słowo. Mieszczą się w nim zarówno turbodoładowane fanpejdże samozwańczych artystów z fejsbuka, jak i kwiatki i perełki, które bronią się same.

Takim kwiatem, czarnym tulipanem jest twórczość Tomka Tyndyka, aktora teatralnego, który odkrył dla siebie fotografię kilka lat temu. Miałem przyjemność robić z nim wywiad dla miesięcznika Digital Camera Polska, wówczas czuł się jeszcze bardzo niepewnie. Do dziś sporo tej kokieterii niepewności mu zostało. Oby zachował tą aurę jak najdłużej.



Tomek fotografuje w teatrze, tam jest jego źródło, robi to na próbach, podczas uzewnętrznienia koleżanek i kolegów, którzy nie traktują go jak intruza oraz podczas własnej, wewnętrznej gorączki wcielania się w aktorską rolę. To widać i niemalże słychać w jego zdjęciach. Nie znajdziemy tam pięknie wyglądających aktorek, celebrytek, one są tam inne, jakby wybudzone, spocone, krzyczące lub ze ściśniętym gardłem połkniętego autyzmu. Jego fotografie zamykają w kadrze całe kwartały desek teatralnych, jak linia horyzontu bezkresne. Te postacie, puste miejsca po ich odejściu, dyptyki przestrzeni przed i przestrzeni po, dają mocno do myślenia. Ja równie chętnie daję się im ponieść, jak też z lękiem odwracam od nich wzrok. Tam się czają emocje i demony. Tomek umiejętnie je wydobywa. W pewnym sensie jest reportażystą, działa jak automat rejestrujący moment zbrodni. W tej fotografii śmierdzi pot psychiczny, pomieszany z feromonami napięć seksualnych, lęków, szczęścia i uniesień.

Cieszę się, że Tomek dał się ponieść swojej emocji i wyszedł poza rolę aktora. Zaczął rejestrować obrazy w teatrze i wokół siebie, patrząc na rzeczywistość, jakby była wciąż teatrem. W gruncie rzeczy nim jest. Dzięki takim fotografom wciąż mam chęć sięgać po aparat. Aparat percepcji.

Na rynku kolorowych pisemek z pięknymi szopowankami na okładkach do dzisiaj tylko Zwierciadło miało siłę poświęcić dwie strony na fotografię. Różnie tam bywało z jej jakością i wyborem Twórcy. Pojawia się tam również aktor, Janusz Gajos. Do tego wąskiego, znanego mi grona dołączy wkrótce miesięcznik Film oddający całą stronę na zdjęcia Tomka. W udostępnionej makiecie strony są same xxx, to też ma swoją ukrytą symbolikę.

Trwa ładowanie komentarzy...