Gotowość do erekcji

http://ja.wikipedia.org/wiki/%E3%83%95%E3%82%A1%E3%82%A4%E3%83%AB:Gray1156.png
Jest siódma nad ranem, w lokalu, gdzie mieszkam. Powoli wstaje dzień. Siedzimy z moją córką przy stole, jemy śniadanie a radio nam przygrywa.

Mój poranny rozruch od zawsze jest ciężki, staram się rozkręcać wzrokiem, słuchem oraz chemią - mam na myśli to coś, co marketingowcy nazywają kawą. Do mych uszu dobiegają odgłosy nie dla idiotów, nawoływania do zakupu abonamentu oraz, o zgrozo – wzywają mnie do erekcji. Akurat, gdy staram się ten poranny testosteronowy wyż gasić niżem codziennego rytmu dnia.



Gotowość do erekcji jest cechą męską, jest intymną świątynią czuwania. I chciałbym, aby tak pozostało, choćby i wzorem św. pamięci sławnego aktora – aż po wiek benedyktyński. Ale cóż, jest siódma nad ranem, omawiamy z córką kwestie jej przygotowania do szkoły, a tu nagle bęc, z publicznego radia, abonamentowego głośnika, świątyni wszelkiej prawości i moralnej oazy – bucha erekcja.

Mam być liderem. Już od rana, patrząc w oczy, przy śniadaniu - mojej córce. Nie wiem co mam zrobić. Omawiałem z nią już ten temat, wchodzi w wiek dojrzewania, ciekawi ją to, ale chciałbym, aby poznawała sprawy intymne w sposób ostrożny, delikatnie podany i bezpośrednio, przez rozmowy, od zaufanych osób, jak Rodzice, szkoła czy też dziadkowie. Nie chcę, aby moja córka była atakowana seksualnością, tą najgorszą, prymitywną, discopolską, z banerów, ulotek, plakatów, słodkich lal patrzących z billboardów szczujących cycem. Nawet w środku miasta. Reklamy prezerwatyw, środków na potencję, alkoholi pod różną nazwą łódek i innych katamaranów. Wystarczy, że wracając do Polski, po krótkich momentach w niej nieobecności, doświadczam szoku łąk banerowych, śmietnika architektonicznego, wysypywanych nieczystości pod peronem w drodze na pociąg. W dziurach w drodze, z którymi mogą konkurować ponoć jedynie te ukraińskie. Nie chcę więcej dziur. W mojej głowie, w sercu, naprzeciw mojej bramy, gdzie pijany żul kuca, aby się wypróżnić. Wystarczy.

Jest taka instytucja, Krajowa Rada się zowie. Prezesuje jej Pan Dworak, ponoć dawny przyjaciel pierwszego prawego prezydenta o rumianym obliczu. Podobno ona ma czuwać nad etyką emisji treści multimedialnych w przestrzeni publicznej. Pytam publicznie, gdzie ona jest? Kto pozwala, kto dopuszcza, aby reklamy na erekcję były puszczane o każdej porze dnia i nocy. Czy późnowieczorne zepchnięcie reklam piw, cofnięcie pozwolenia na reklamy papierosów jest największym zwycięstwem nad zgniłą zachodnią cywilizacją? Czy reklama środka na erekcję, gdzie zgrabna Pani kręcąc tyłkiem lub nadmuchując balonik w kształcie penisa, jest etycznym środkiem kształtowania świadomości społecznej i cielesnej nastolatków? Czy my, jako rodzice mamy jeszcze w tym kraju jakąś rolę, poza koniecznością wdrożenia dziecka w świat huraoptymistycznej konsumpcji, aby wzrost PKB nigdy nie został już zachwiany, a zdolność kredytowa Polski po wsze lata nie malała?

Nie chcę żyć w kraju przybity dwoma stalowymi, zardzewiałymi gwoździami historii do obu dłoni. Gwoździe zardzewieją, ja siłą woli zejdę z krzyża, ale boje się, że w obie rany wda się gangrena. Nie chcę, aby przestrzeń publiczna, ogólnie dostępne media wypełniane były reklamami na erekcję, gdzie dzieci, już od wieku wczesnoszkolnego uczone są, że seks kojarzy się z pigułką. Że mogą zaczynać współżycie, jak tylko kolega z klasy zgodzi się im towarzyszyć. Że przestrzeń intymna, zdolność i chęć do najczulszej i najbliższej z ukochaną osobą pieszczoty może być kojarzona z pigułką. Przeciw sflaczałemu penisowi, przeciw smutkowi duszy, przeciw starzeniu, przeciw wszelkim przeciwnościom. Na tym krzyżu, co do niego jestem przybity smutno mi i zimno. Po lewej pancerna brzoza, po prawej hegemonia ultraliberalnej gospodarki szczurów. Jedni zdolni walczyć o każdą zygotę, a nie podadzą ręki sąsiadowi gejowi, drudzy – księgowi, tak chętni do eksperymentów, byle nie na własnych dzieciach.

Jest druga, w południe, w lokalu, publicznej placówce, gdzie sprawy urzędowe się załatwia. Kilka znudzonych Pań rozmawia zza swych biurek. Jedna, zamyślona patrzy w notatki. Publiczne radio, to samo co rano i głos spikera z reklamy, nic nie zmęczony. Nawołują tym razem do statystyk. Co 10 osoba w Polsce uprawia seks w miejscu pracy. Zamieram, uważnie obserwuję – żadna z pań ani drgnie (chyba nie należą do tej statystyki). Pan lektor z automatu wiąże te statystyczne zdarzenia z lekiem na erekcję. No cóż, skoro statystyczny, jednodziesiętny Pan Polak ma to zrobić za biurkiem, to musi zaopatrzyć się w ten preparat, bo czekają go domowe, wieczorne obowiązki. Boję się włączać radio. Telewizji też unikam. Trwam.

ps. w kwestii jak sprytnie wyłączono jakąkolwiek ochronę małoletnich przed treściami zabronionymi w reklamach, proszę zajrzeć tutaj:

http://www.krrit.gov.pl/dla-abonentow-i-konsumentow/ochrona-maloletnich/
Trwa ładowanie komentarzy...